sobota, 27 kwietnia 2013

#4. Liam cz.1


-[T.I], wstawaj! [T.I]!- obudził mnie męski głos. Głowa mi nawalała a tu takie krzyki.
-Czego drzesz mordę? Kurwa nawet spokojnie pospać nie dadzą.- Złapałam się za głowę i próbowałam wrócić na ziemię.
-Dziewczyno, wiesz gdzie ty byłaś?! Obiecałaś mi coś. Znowu musiałem cię odbierać.- Jego głos robił się coraz to bardziej stanowczy.
-Szczerze?-rzuciłam na chłopaka zrezygnowane spojrzenie. Na co kiwnął głową, już spokojniej.- Właściwie, to nie wiem.
-Co nie wiesz?- zapytał unosząc jedną brew.
-Gdzie byłam. Nie wiem gdzie byłam i nie wiem skąd mnie rzekomo odebrałeś. Nic nie pamiętam, jasne?-obróciłam głowę w bok i oparłam się ręką o szybę samochodu, patrząc na mieniący się widok za oknem.
-Nie domyślasz się?-czułam, że oczekuje na moja odpowiedź, lecz niepotrzebnie. Wiedząc, że jej nie usłyszy mówił dalej.- Przywiozłem cię z izby wytrzeźwień. [T.I], przesadzasz. Musisz się opanować, nie niszcz siebie tak. Co by powiedzieli na to twoi rodzice?- Liam, mój opiekuńczy chłopak jak zwykle bardzo troszczył się o mnie. Za co bardzo mu byłam wdzięczna. Jednak skacowana ja, nie jestem sobą, tym bardziej że nie pamiętam kiedy byłam trzeźwa ostatnio. Dni mi się bardzo skracały.
-Nie wpieprzaj się do mojego życia! Nic na to by nie powiedzieli, bo nie żyją, jasne?!-w moich oczach pełnych agresji, zabłysnęły łzy. Wiedział, że ten temat, temat mojej rodziny, moich rodziców... był dla mnie wrażliwy.
Gdy samochód się zatrzymał bez zastanowienia, wyszłam zamykając za sobą drzwi. Dom nie był zamknięty na klucz. Weszłam od razu.
Nie miałam tak dobrze jak inni. Nikt na mnie w domu nie czekał. Nie miał mi kto dawać szlabanu, czy okrzyczeć. Byłam sierotą. Moja mama umarła na raka 3 lata temu, a ojciec? Popadł w depresje, zadłużył się, zaczął pić, stracił pracę. Zapomniał o mnie. Nie liczyło się u niego nic innego, jak tylko alkohol. Jeszcze mnie przytrzymywał przy tym realnym świecie. Miałam się o kogo martwić i do kogo wracać. Jednak nie potrwało to długo. Po pewnym czasie po prostu opił się na śmierć.
Po mieszkaniu unosił się zapach stęchlizny. Nie pamiętam kiedy ostatnio sprzątałam. Pod stopami leżała mi sterta listów. Podniosłam je i przejrzałam, co było bardzo dziwne. Nie myliłam się, co do przekonania, że były to same rachunki.
-Taa. Rachunek za prąd, którego mało używam-przekładałam dalej koperty.- No i oczywiście podobnie z rachunkiem za wodę. A, no i ten najlepszy na koniec, czynsz!
Nie zastanawiałam się długo. Wrzuciłam świstki papierów do starej niszczarki taty. Rozglądnęłam się po mieszkaniu kilka razy. W końcu z nudów poszłam do łazienki. Przywitał mnie widok szkaradnej dziewczyny w lustrze. Jeszcze kiedyś przejmował mnie mój wygląd. A teraz? Tłuste, poszarpane włosy, rozmazany makijaż (jeśli można nazwać to makijażem) podkrążone oczy. Wyglądałam jak straszydło. I jedno mnie dziwiło. Dlaczego Liam dalej ze mną się zadawał? Dlaczego się o mnie tak troszczył? Przecież ja mu nawet ni podziękowałam. Jeszcze go zwyzywałam, a on nie odpuszcza. Teraz doceniłam go. Zrozumiałam jaki jest dla mnie dobry. Nie zasługuję na niego. Może mieć każdą dziewczynę, modelkę o szczupłych, zgrabnych nogach, a chodzi z taką wiedźmą. Kocham go i nie mogę pozwolić aby zmarnował sobie przeze mnie życie. Nie zrobię mu tego.

#3. Louis cz.1


Codziennie budziłam się pełna życia i jak najszybciej szłam do szkoły. Tak, kochałam ją. Zawsze marzyłam o zawodzie nauczycielki, przepadałam za dziećmi takimi jak ja byłam. Ale wszystkie te marzenia, całą tą chęć zniszczył jeden, mały chłopiec. Miał na imię...
-Louis! Zostaw mi to! Powiem pani!-krzyczała za nim biegnąc po korytarzu.
-No to mów!- chłopiec przez ramię wystawił jeżyk małej dziewczynce z kokardkami we włosach.
-Sam tego chciałeś!- była bardzo uparta i odważna, z czego nigdy nie wyrosła. Louis nie zdążył oddać jej własności. Nie spodziewał się, że blondynka to zrobi. Od tamtej pory siedzieli razem w ławce. Nauczycielka sądziła, że uda się im zbliżyć do siebie. Dziewczynka tak nie uważała...
Teraz ma szesnaście lat. Bez chłopaka, bez problemów. Tak, jak to w bajkach jest. A tak naprawdę ma normalne, zwykłe i beznadziejne życie. Jednak, wciąż zastanawia się co wszystkie dziewczyny widzą w tym Tomlinsonie. Doszedł sobie do nas w drugiej klasie podstawówki ni z tego ni z owego. Obecnie ta "dziewczynka" nadal go nie cierpi. Za kogo się on uważał? Biły się o niego dziewczyny, jak i nawet chłopacy. Co cóż, zawsze jest ktoś w szkole najsławniejszy i najbardziej lubiany. Mnie nadal nie kręci. Jako małe dziecko nie znałam się na podrywaniu, flircie itp. Owszem, miałam marzenie jak każda dziewczynka o księciu na białym koniu, ślubu w zamku i długie, szczęśliwe życie. Jednak skąd miałam wiedzieć jak to mali Romea chcieli zdobyć swe Julie. W każdym razie, dorosła ta mała dziewczynka i poznała się na Louisie. Bujał się we mnie od małego. I do tej pory starał się o moje względy. Jako, że mnie on nie pociąga, nic z tego nie robię. Jest jedno "ale". Niektóre dziewczyny to zauważyły i "troszkę" mnie nie lubią. Ale i tak zawsze go omijam wielkim łukiem i nie zamieniam z nim ani jednego słowa i jest dobrze.

Jak co dzień, musiałam iść do tej "kochanej" szkoły, udawać że mi zależy, siedzieć na przerwach sama i czekać na te ostateczne dzwonki. Czas upływał i gdy zadzwonił wybawiciel uczniów energicznie się spakowałam. Wzięłam torbę na ramię i wyszłam z klasy. Skierowałam się ku mojej szafce. Wzięłam resztę potrzebnych książek i poprawiłam włosy wraz z makijażem w podręcznym lusterku.

#2. Niall cz.1


[I.T.W]- imię twojego wroga

Jeszcze tylko jedna dostawa i do domciu. Gdy zaczynałam pracę w tej pizzeri ten zapach mnie uwodził. Żałowałam tylko, że nie przydzielono mnie do kuchni. Jednak z czasem, ten zapach mnie wkurzał. Miałam go serdecznie dosyć. To było zwykłe obrzydlistwo. No cóż, trzeba było jakoś zarobić.
-[T.I], twoja pizza!- usłyszałam głos mojej koleżanki z pracy.
-ok, ale możesz ją sobie wziąć. Jak na razie nie jestem głodna.- poprawiłam się na krześle przy barze i oparłam się ręką o blat.
-Zawsze zabawna [T.I]. Będzie cię tu brakowało.-uśmiechnęła się zadziorczo, obracając się plecami do mnie zarzuciła włosami i ruszyła na przód.
-Zawsze jędzowata i wkurzająca [I.T.W]. Pff.. oby ciebie prędzej tu nie brakło.-mówiłam wkurzona pod nosem w obawie, że ktoś mnie usłyszy. Jeszcze by mi tego brakowało.
Wstałam z krzesła, poprawiłam się i wzięłam pudełko. Na szczęście była przyklejona karteczka z ulicą. Kamień spadł mi z serca. Nie wiele brakowało, a bym musiała odezwać się do tej żmii.
Wyszłam na zewnątrz, niebo było pochmurne, miałam nadzieję, że nie będzie padać. Siadłam na firmowy rower, w firmowym ubranku i z firmową pizzą. Jak ja tego nienawidziłam.
-"Nasza firma ma być ekologiczna"- często papugowałam naszego szefa, gdy to mówił. To jest jedno wielkie kłamstwo. Jak widzę, jak robią nasze pizzy, choć nic nie mam do nich. Po prostu ile chemii muszą dodawać do ciasta i nie tylko, żeby było "super". Ten dzisiejszy schow-biznes. Na wierzchu jest najlepszy a w środku suprise! Gdyby, ktoś był uczciwy nie zaszedł by za daleko. Zniszczyli by go. W końcu każdy musi iść na własną rękę...
Ułożyłam się wygodnie, bo nie ma nic gorszego jak jazda ulicą takim pojazdem i w takim ubraniu, z czego już jest wielkie pośmiewisko, a tu na dodatek wrzynająca się bluzka. Zaczęłam przebierać nogami. Z czasem miałam mniej drogi do pokonania. Sam Londyn znałam już bardzo dobrze, mieszkałam tam już od roku.
Po chwili zajechałam na ulice gdzie miałam dostarczyć zamówienie. Odszukałam adres z karteczki.
-To chyba tu-przed moimi błyszczącymi oczami stał albo nawet stała, willa. Biała, wielka willa. Przyznam, zrobiła nam nie wrażenie, wliczając fakt, że takiej nie mam i raczej nie będę miała. Tym bardziej pracując w tej pizzeri. Postawiłam rower na chodniku. Zapukałam do drzwi i czekałam cierpliwie. Nie stałam długo, po krótkim czasie otworzył jakiś o średnim wzroście blondyn. Był bardzo przystojny, a szczególnie uwiodły mnie jego nieziemsko, niebieskie tęczówki.
-Przywiozłam pizzę, na zamówienie.- przypomniałam sobie, że on tu stoi i czeka na jedzenie. A ja tu się wpatruję w jego urodę.
-Dziękuję, ile płacę?-zapytał, po czym wychylił w bok wyciągając głowę, by lepiej dojrzeć.- Czy to...-niepewnie zaczął, w końcu pokazał palcem na ulice. Oglądnęłam się, chcąc zobaczyć, o co mu chodzi.
-Hej! To mój rower! Stójcie!- wybiegłam na chodnik, krzycząc za grupką chłopaków uciekających z firmowym rowerem. Jacyś gówniarze ukradli mi rower!
Złapałam się za głowę i usiadłam na schodku, kompletnie zapominając o tym chłopaku. Nie wiedziałam co zrobić, gdy nagle przy moim boku usiadł niebieskooki blondyn.

Imaginy: #1. Harry cz.1


Są dni, w których masz wszystkiego dosyć. Masz chęć się nigdy więcej nie obudzić.Chcesz mieć wszystko za sobą. Bez problemów, zmartwień, bez wszystkiego.
-Jesteś gówniarą! Nie umiesz nawet docenić naszych starań. Po co te nerwy i poświęcanie się, żeby było ci dobrze. Ty tylko potrafisz sprawiać same kłopoty.
Tym razem kłótnia z rodzicami była gorsza niż... takiej jeszcze nie było. Przez chwile krzyczeli na mnie, ale ja już ich nie słuchałam. Przynajmniej nie chciałam. Czułam się okropnie, wszystkie ich słowa, nadzwyczajnie mnie urażały. Z trudem powstrzymywałam się od łez, jednak na próżno. Usta całe mi drżały, przygryzałam je co pewien czas. W końcu uciążliwe pieczenie oczu zmusiło mnie do szybkiego wybiegu z salonu prosto do mojego pokoju. Bez wahania zamknęłam drzwi, na których zaraz się oparłam. Z płaczem zjechałam powoli na podłogę. Miałam tysiące myśli. Oni naprawdę mnie kochają? Te słowa typu "gówniara" są od serca? Może takie awantury są wymówką do takiego wygarnięcia mi kim na prawdę dla nich jestem. Kiedy ostatnio powiedzieli mi, że mnie kochają? W tym momencie wybuchnęłam jeszcze bardziej rzewnym płaczem. Schowałam twarz w ręce, po czym przeczesałam palcami włosy i wstałam. Nie wiedziałam co zrobić i bez zastanowienia zeszłam z balkonu moją "tajną" drogą na podwórko. Zapewne nie była to "tajna" czy "tajemnicza" droga. Rodzice chyba mnie raz widzieli jak schodziłam tamtędy, ale co mnie to obchodzi, tylko ja z niej korzystałam. Dlaczego nią schodziłam? Może dlatego, że przypomina to takie filmy o zbuntowanych nastolatkach, które uciekają od rodziców lub tymi "drogami" wślizgują się do nich kochasie. Wiem jednak, że było tędy krócej i przy rodzicach na pewno nie wyszłabym.
Byłam na zielonej, jak zwykle ściętej trawie. Ocknął mnie fakt, że o tej porze włączają się zraszacze. Nie chciałam dostać zimnego prysznicu, co zapewne przydałoby mi się. Jednak za późno, zraszacze się włączyły. Zanim dobiegłam do zupełnie, pustej i ciemnej ulicy byłam cała mokra. Nie byłam dziewczyną typu laluni, nie przejęłam się tym, poszłam dalej. Szłam zupełnie sama w krótkich, dżinsowych spodenkach, luźnym podkoszulku i miętowych conversach. Ciekawe dlaczego poszłam się przejść. Mogłam po prostu siedzieć w pokoju, płakać i nic więcej. Jednak nie zrobiłam tego. Chciałam przemyśleć wszystko, co leżało mi na sercu. Tak przynajmniej mi się wydawało. Sama nie wiem gdzie chodziłam, byle do przodu. Może kręciłam się w kółko, skąd mam to wiedzieć? Nie wyznaczyłam kursu, moja droga nie miała żadnego celu. Jedyne czego wtedy chciałam to, oderwać się od tej okropnej, beznadziejnej rzeczywistości. Popatrzyłam na mój telefon, o którym sobie przypomniałam. Leżał przez cały czas w kieszeni spodenek. Zrozumiałam dlaczego nikogo nie było na ulicy, była pierwsza w nocy. To wszystko wyjaśniło brak żywej duszy na ulicy. Ale czułam się nieswojo. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, albo nawet za mną chodzi. Rozglądnęłam się zaglądając sokolim wzrokiem w głąb mroku. Nie ujrzałam nic. Nagle pomiędzy ciemności w świetle ulicznej lampy, wyjawiła się jakaś postać. Był to chłopak z kręconą burzą włosów.
Z związku z wczorajszymi zdjęciami z kolacji Harry'ego Robem Stewartem i jego córką już jest afera np. na stronie gwiazdunie.pl możecie przeczytać więcej. Rzekomo już Hazza chodzi z Kimberly. Nie wiem co już o tym mówić :/ Z resztą sami zobaczcie: LINK

Hahaha, czytałyście to? Harry wypowiada się, że Taylor była jak "ból dupy" :D Bez urazów dla fanów Taylor :)
LINK

Dziś rano widziałam bardzo ciekawy wpis na facebooku jedną ze stronek o 1D- One Direction jara mnie bardziej niż jedzenie :*:* . Adminka Horanowa wraz z koleżanką założyły "Telefon wsparcia dla Directioners", gdzie możecie dzwonić, gdy czujecie się gorsze i macie złe dni. A przede wszystkim gdy was przezywają. Tu dowiecie się więcej LINK

I oczywiście zapraszam na ich stronkę tam możecie się pytać itp. :) Ja uważam, że to świetny pomysł i się cieszę, że są tak w porządku Directioners :*

A tak nie na temat.
Dziś urodzinki ma Kieran Lemon z zespołu ROOM94, których też lovciam :D ♥ Dużoo zdrowia, szczęścia i wszystkiego co najlepsze! <3



Josh z Union J śpiewa solówkę Nialla z LT.
+ spójrzcie na tą laske z telefonem w ustach hahahah :D
LINK


Wszyscy piszą, że Jade Anderson (fanka 1D, która rzuciła w Harrego butem na koncercie) nie żyje. A przecież ona żyje! Zobaczcie na jej tt: LINK :D

Niestety zmarła inna Jade, która miała dopiero pojechać na koncert chłopców. Została zagryziona przez 4 psy :/ Tu są zdjęcia z jej pogrzebu LINK. Zmarła z biletami na koncert w rękach, jak i podobnie ją z nimi pochowano. Na pogrzebie puszczono jej ulubioną piosenkę 1D: What Makes your Beautiful.
Żegnaj siostrzyczko [*] Spotkamy się tam wszystkie u góry, na pewno.

A tu macie dokładne wytłumaczenie:
"Jade Anderson, która zmarła pochodzi z Manchesteru i nie była NA ŻADNYM KONCERCIE 1D! Druga Jade Anderson mieszka w East Kilbride (Szkocja) I TO ONA TRAFIŁA HARRY'EGO BUTEM PODCZAS KONCERTU W GLASGOW! Pomijając fakt, że żyje i ma się całkiem dobrze :) Więc proszę, nie wprowadzajcie nikogo w błąd mówiąc, że Jade, która zmarła trafiła Harry'ego butem, bo tworzą się niepotrzebne plotki, przez które Jade ze Szkocji nie ma życia.

Tu zginęła:

Kartka którą chłopcy podpisali już kiedyś





Tu znajdziecie notkę o tym co dokładniej się stało LINK.


Akcja ze wstążkami! :)
LINK