Są dni, w których masz wszystkiego dosyć. Masz chęć się nigdy więcej nie obudzić.Chcesz mieć wszystko za sobą. Bez problemów, zmartwień, bez wszystkiego.
Tym razem kłótnia z rodzicami była gorsza niż... takiej jeszcze nie było. Przez chwile krzyczeli na mnie, ale ja już ich nie słuchałam. Przynajmniej nie chciałam. Czułam się okropnie, wszystkie ich słowa, nadzwyczajnie mnie urażały. Z trudem powstrzymywałam się od łez, jednak na próżno. Usta całe mi drżały, przygryzałam je co pewien czas. W końcu uciążliwe pieczenie oczu zmusiło mnie do szybkiego wybiegu z salonu prosto do mojego pokoju. Bez wahania zamknęłam drzwi, na których zaraz się oparłam. Z płaczem zjechałam powoli na podłogę. Miałam tysiące myśli. Oni naprawdę mnie kochają? Te słowa typu "gówniara" są od serca? Może takie awantury są wymówką do takiego wygarnięcia mi kim na prawdę dla nich jestem. Kiedy ostatnio powiedzieli mi, że mnie kochają? W tym momencie wybuchnęłam jeszcze bardziej rzewnym płaczem. Schowałam twarz w ręce, po czym przeczesałam palcami włosy i wstałam. Nie wiedziałam co zrobić i bez zastanowienia zeszłam z balkonu moją "tajną" drogą na podwórko. Zapewne nie była to "tajna" czy "tajemnicza" droga. Rodzice chyba mnie raz widzieli jak schodziłam tamtędy, ale co mnie to obchodzi, tylko ja z niej korzystałam. Dlaczego nią schodziłam? Może dlatego, że przypomina to takie filmy o zbuntowanych nastolatkach, które uciekają od rodziców lub tymi "drogami" wślizgują się do nich kochasie. Wiem jednak, że było tędy krócej i przy rodzicach na pewno nie wyszłabym.
Byłam na zielonej, jak zwykle ściętej trawie. Ocknął mnie fakt, że o tej porze włączają się zraszacze. Nie chciałam dostać zimnego prysznicu, co zapewne przydałoby mi się. Jednak za późno, zraszacze się włączyły. Zanim dobiegłam do zupełnie, pustej i ciemnej ulicy byłam cała mokra. Nie byłam dziewczyną typu laluni, nie przejęłam się tym, poszłam dalej. Szłam zupełnie sama w krótkich, dżinsowych spodenkach, luźnym podkoszulku i miętowych conversach. Ciekawe dlaczego poszłam się przejść. Mogłam po prostu siedzieć w pokoju, płakać i nic więcej. Jednak nie zrobiłam tego. Chciałam przemyśleć wszystko, co leżało mi na sercu. Tak przynajmniej mi się wydawało. Sama nie wiem gdzie chodziłam, byle do przodu. Może kręciłam się w kółko, skąd mam to wiedzieć? Nie wyznaczyłam kursu, moja droga nie miała żadnego celu. Jedyne czego wtedy chciałam to, oderwać się od tej okropnej, beznadziejnej rzeczywistości. Popatrzyłam na mój telefon, o którym sobie przypomniałam. Leżał przez cały czas w kieszeni spodenek. Zrozumiałam dlaczego nikogo nie było na ulicy, była pierwsza w nocy. To wszystko wyjaśniło brak żywej duszy na ulicy. Ale czułam się nieswojo. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, albo nawet za mną chodzi. Rozglądnęłam się zaglądając sokolim wzrokiem w głąb mroku. Nie ujrzałam nic. Nagle pomiędzy ciemności w świetle ulicznej lampy, wyjawiła się jakaś postać. Był to chłopak z kręconą burzą włosów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz